Kiedy we wczesnych godzinach porannych Bailey i Jenny dotarły do starego domu tej drugiej, budynek i podjazd pokryte były śniegiem. W milczeniu brnęły przez zaspy sięgające kolan, a z ich ust przy każdym oddechu ulatywały obłoczki zimnej pary.
Gdy dotarły na ganek, Jenny zaczęła nerwowo szukać kluczy w kieszeni. Bailey zauważyła, że jej dłonie były nagie. Nie założyła rękawiczek. Jej palce musiały






