Obudziłem się, słysząc cichy szmer głosów, których nie mogłem do końca rozróżnić. Dałem oczom czas, by przyzwyczaiły się do ciemności pomieszczenia, w którym mnie trzymano. Byłem przykuty łańcuchami do ściany, a po całym ciele rozchodziły się mi mrowienia, znak, że trucizna opuszcza moje ciało.
– Abeloth? – zapytałem w myślach.
– Jestem tutaj, mieszańcu. Tym razem nas załatwili – odpowiedział, brz






