Była szósta rano, kiedy Milo i ja wróciliśmy z dwunastomilowego biegu do gospodarstwa. Zrzuciliśmy koszulki już po piątej mili, biegnąc przez samo Hartwell. Obiegliśmy dom i zastaliśmy Rydera na ganku, z rękami skrzyżowanymi na piersi, wyraźnie na nas czekającego.
– O kurwa, jesteś trupem – głos Milo dobiegł zza mnie, gdy stałem z rękami na biodrach, próbując złapać oddech.
– Myślisz, że bym nie z






