**Lola**
Gdy się obudziła, apartament wciąż tonął w półmroku, a światło sączyło się przez zasłony cienkimi wstęgami, kładąc się na pościeli. Powietrze pachniało delikatnie nim – espresso, cedrem i grzechem.
Siedział już oparty o wezgłowie, z potarganymi włosami, czytając coś na tablecie. Zawsze w pracy. Zawsze gotów wziąć na barki kolejną wojnę jeszcze przed śniadaniem.
– Dzień dobry – powiedziała






