**Enzo**
Poranek nie tyle nadszedł, co wpełzł leniwymi strugami światła przecinającymi żaluzje, rozlewającymi się po pobojowisku z pościeli i posiniaczonej skóry.
Wyglądało to jak miejsce zbrodni, a czuło się jak zwycięstwo.
Lola leżała rozciągnięta na wpół na nim, policzek przyciśnięty do jego klatki piersiowej, jedno ramię przerzucone przez jego brzuch, jakby zagarnęła go dla siebie przez sen. J






