**Enzo**
Jej szloch odbijał się echem o jego żebra jak uderzenia perkusji, małe i poszarpane. Enzo przesunął dłonią wzdłuż jej kręgosłupa, usta przy koronie jej głowy, i pozwolił, by stały nacisk, który nauczył się dawać, wykonał swoją pracę. Krwawił dla niej. Łamał dla niej ludzi. Nie mógł – nie zamierzał – pozwolić, by duch z jej przeszłości wyciągnął jej teraz świat spod nóg.
– Ciii, amore – tc






