**Enzo**
Pokój narad śmierdział przypalonym espresso i bezsenną wściekłością. Akta i mapy walały się po stole, sztućce z wczorajszej zapomnianej kolacji zepchnięto na bok. Ciężar zbyt wielu godzin i zbyt małej kontroli napierał na ściany.
Dom opadł na krzesło pierwszy, mrucząc przekleństwa pod nosem. Gino podążył za nim, strzelając knykciami, jakby już swędziały go ręce, by komuś przyłożyć. Nico w






