Emelie nawet nie raczyła odpowiedzieć. Nie była w nastroju do trwonienia energii na sprzeczki z Williamem.
Zamiast tego wyjęła rękę z kieszeni płaszcza i spojrzała na zegarek – szesnasta dwadzieścia. Zaśmiała się cicho.
„Cóż, czyż to nie brzmi jak podwójne kłopoty? Cóż za wspaniały omen” – pomyślała do siebie.
Głośno zaś dodała: – Elias swoimi słowami naprawdę zalazł Beathanowi za skórę. Wspomin






