– Nie, dziękuję. Ja mam już swoją Monah – powiedział Gaff, kręcąc głową. – Nie wyobrażam jej sobie martwej, a co dopiero zastąpionej przez kogoś innego. Sam bym zabił taką osobę, człowieka czy Likaona.
– Cóż, nie zapominajmy, kto uratował życie twojej ukochanej Monah w noc zaćmienia księżyca – chrząknął Belzebob, posyłając Gaffowi wymowne spojrzenie.
Z Gaffa zeszło powietrze niczym z festiwalowego






