languageJęzyk

5. SŁUŻENIE BESTII

Autor: Blaire Ward4 kwi 2026

KSIĄŻĘ EMERY

Noc spowiła ich swoim mrokiem.

Twarz Aurelii zbladła, gdy usłyszała wszystko od Emery'ego. Przez wiele godzin nie wypowiedziała ani jednego słowa. Zamiast tego z jej oczu płynęły łzy.

Emery ledwo mógł rozpoznać Aurelię po "kuracji", jakiej poddała ją Livia.

Aurelia była niesamowicie piękna, zadbana i cała ubrana w ten skąpy kawałek niczego.

Gardził celem, dla którego przeprowadzono jej transformację, i obawiał się zbliżającego się przybycia strażników Lycaonów, którzy wkrótce mieli ją zabrać.

"Uciekajmy" – zasugerował nagląco Emery. "To miejsce jest rozległe i—"

Aurelia pokręciła głową. "Nie mogę ryzykować twojego życia, Emy. Wielki Lord Viktor ostrzegał cię o surowych konsekwencjach prób ucieczki. Co więcej, jeśli nas złapią, bez wątpienia odkryją twój sekret, kiedy rozbiorą cię, by cię wychłostać. To po prostu nie wchodzi w grę."

Emery podszedł do siostry i potrząsnął nią stanowczo. "Weź się w garść, Aurelio! Zostaniesz zmuszona do służenia LYCAONOWI w jego ZWIERZĘCEJ FORMIE! Takiemu, który stracił zmysły i pozostaje dziki od ponad pięciuset lat! Nie możesz skazywać się na taki los! Umrzesz, jeśli to zrobisz!" – krzyknął.

"Nie mamy innego wyboru!" – odkrzyknęła Aurelia. "Nie narażę cię na niebezpieczeństwo, Emery. Czy tego nie rozumiesz? Jesteś moją młodszą siostrą. Nasi rodzice zaryzykowali wszystko, aby cię chronić, a ja zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zrobić to samo. Nie dlatego, że jesteś ciężarem, ale dlatego, że jestem twoją starszą siostrą i bardzo cię kocham!"

Emery przygryzł wargę, z trudem powstrzymując łzy. "A kto ochroni ciebie, Aurelio? Kto zadba o twoje bezpieczeństwo?"

Zdesperowane ramiona Aurelii chwyciły Emery'ego, gdy spojrzała mu w oczy. "Oni nigdy nie mogą odkryć, że jesteś dziewczyną, Emery. Nigdy! Ani ludzie, ani Lycaoni nie mogą się o tym dowiedzieć."

Drzwi otworzyły się z rozmachem, obwieszczając powrót Livii w towarzystwie młodej dziewczyny, Amie, i kolejnej grupy żołnierzy Lycaonów.

"Czas nadszedł. Idźmy" – oświadczyła Livia, a jej oczy rozszerzyły się. "To niewskazane, byś ją teraz dotykał. Nie chcesz zostawić na niej swojego zapachu. Puść ją natychmiast."

"Co masz na myśli? Co się stanie, jeśli dotknę mojej siostry?" – zapytał Emery, szybko się odsuwając.

"Bestia nie może wyczuć na niej żadnego innego zapachu. Jeśli poczuje zapach, którego nienawidzi, może stać się jeszcze bardziej brutalna – może ją wręcz rozerwać na strzępy. Dlatego nie wolno ci jej dotykać, Emery."

Livia kiwnęła głową, aby mężczyźni wyprowadzili Aurelię z pokoju, a Emery podążył za nimi.

Podróż była długa i cicha, pełna wielu zakrętów.

Mijali ludzkich niewolników i pokojówki Lycaonów w ogromnej twierdzy, ale w miarę jak zbliżali się do celu, twarze stawały się rzadsze, a otoczenie stawało się upiornie ciche.

Strach i gęsia skórka ogarnęły Emery'ego, gdy weszli do przerażającego korytarza.

Dziwne uczucie spadło na Emery'ego, a cisza stała się niemal ogłuszająca. Czuł się tak, jakby szli przez cmentarz.

"Dalej nie idziemy" – wyszeptała Livia przy wejściu do korytarza. "Stąd możesz iść sama, Aurelio."

Emery zignorował słowa głównej pokojówki o niedotykaniu siostry i mocno chwycił Aurelię za ramię.

"Nie rób tego" – błagał, gwałtownie kręcąc głową.

Aurelia nie odwróciła się, by na niego spojrzeć; delikatnie wyrwała dłoń i ruszyła naprzód.

.

.

Wracając do swoich komnat, Emery zaczął krążyć po pokoju.

Drapał się po ramieniu, czując niepokój i rozdrażnienie.

Wszystko, czego chciał, to żeby jego siostra przeżyła do następnego dnia.

Niezależnie od tego, czy była ranna, czy cierpiała, nie miało to znaczenia, o ile żyła. Może to było z jego strony samolubne, ale nie potrafił się tym przejmować.

Ale chodząc tam i z powrotem, Emery poczuł się naprawdę, naprawdę dziwnie.

Gorąco. Tak bardzo gorąco.

Jakby płonął od środka.

*****************

KSIĘŻNICZKA AURELIA

Zakazane komnaty były spowite w smolistoczarnej ciemności. Nie mogąc nic zobaczyć, strach Aurelii sięgnął zenitu.

Ale czuła, że nie jest sama. Coś ją obserwowało.

Gęsia skórka pokryła jej ciało.

Drżącymi dłońmi Aurelia zaczęła się rozbierać. Lycaoni posiadali wyjątkowy wzrok w ciemności, więc Aurelia była pewna, że ta bestia doskonale ją widzi.

Zaprezentuj się bestii. Możesz przetrwać, jeśli dobrze się zaprezentujesz.

Naga padła na kolana, a jej ciało drżało. Obniżyła górną część ciała, aż jej ramię dotknęło chłodnej podłogi, szeroko rozchylając kolana, by w pełni obnażyć swoje intymne okolice.

Nie wystawiaj odbytu. – poinstruowała ją starsza kobieta, wlewając obfite ilości płynu jako lubrykantu w intymne okolice Aurelii.

W bestii nie ma świadomości. Tylko seks, pożywianie się krwią i zabijanie.

Aurelia wypuściła długi oddech, próbując uspokoić drżące ciało.

Nie będzie pił twojej krwi, jego dawczyni była tu wczoraj.

Ostrożnie Aurelia unikała dotykania swoich pośladków. Zamiast tego chwyciła tuż za nimi, sięgając do sromu, rozchylając go tak bardzo, jak pozwalała na to jej pozycja.

Z ciemnego pokoju dobiegł pomruk.

Aurelia krzyknęła przerażona. Dźwięk rozległ się znacznie bliżej, niż się spodziewała...!

Drżąc jak liść, wpatrywała się w ciemność, czekając na nieuniknione.

Pozycja, w której trwała, była niewygodna, ale Livia poinstruowała ją, by utrzymała ją jak najdłużej.

Duża dłoń spoczęła na jej drobnym biodrze. Cień był ogromny... potężna postać unosiła się za nią.

Aurelia wstrzymała oddech, będąc przerażoną ponad wszelką miarę.

Bestia obwąchała ją. Potem znieruchomiała.

Wzięła kolejny wdech.

Jej warkot się nasilił... jakby wyłapała inny zapach?

Zanim Aurelia zdążyła o tym pomyśleć, bestia przycisnęła zimny nos do jej ramienia i wzięła głęboki wdech.

To było to samo miejsce, w którym Emery trzymał ją, zanim się rozstali.

Głośne warknięcie odbiło się echem za Aurelią.

Następnie dosiadł Aurelii, z siłą wpychając się w nią.

Krzyczała z bólu, gdy potężna bestia bezlitośnie ją pustoszyła. Bezmyślnie.

Ból był potworny, niepodobny do niczego, co kiedykolwiek zniosła.

Jej krzyki rozbrzmiewały w ciszy, wstrząsając ścianami.

Bestia wciąż obwąchiwała jej ramię, jęcząc i warcząc. Chciała więcej tego zapachu. Zirytowana, że nie mogła dostać więcej...!

Jego tempo było nieludzkie, szybkie i pełne siły, jakby chciał przeniknąć do samej duszy Aurelii.

"Proszę!!!" – krzyczała, przytłoczona.

Jej małe ciało wydawało się być przez niego całkowicie pochłonięte. A on naprawdę był bestią.

Czuła twarde łuski na swojej skórze. Kończyny jak pnie drzew. Szpony ostre jak sztylety.

Bała się, że wbiją się w nią, biorąc pod uwagę to, jak mocno trzymała ją bestia.

Och, boscy bogowie, zaraz umrę!

*********

KSIĄŻĘ EMERY

Coś było nie tak.

Cokolwiek działo się z Emerym, pogorszyło się w ciągu ostatniej godziny. Nawet zanim pełne udręki krzyki Aurelii przeszyły noc.

Nie pragnął niczego więcej, niż wpaść do zakazanych komnat i uratować siostrę, ale jego ciało tak bardzo bolało. Był też niesamowicie podniecony.

W pewnym momencie Emery się rozebrał. Uczucie noszenia ubrań na jego płonącej skórze stało się bardzo niewygodne.

Teraz leżał zwinięty w kłębek na łóżku, cierpiąc z powodu kolejnej fali bólu i podniecenia. Przychodziły falami.

"Nie, nie, proszę" – krzyknął na znak bólu.

Udręka wykręcała jego ciało, sprawiając, że sztywniał, gdy przepływała przez niego... skupiając się w szczególności na jego miejscach intymnych.

Kobiecie obszary Emery'ego pochłonęły płomienie, które nie chciały ustąpić. Uczucie swędzenia było nie do zniesienia.

Drapanie palcami, którego Emery próbował wielokrotnie, przynosiło jedynie nasilony ból.

Chcę się tam na dole dotknąć.

Nigdy wcześniej nie miał takiej potrzeby, ale teraz było to wszystko, o czym Emery myślał. Z wyjątkiem białego materiału, który ciasno owijał jego piersi, był całkowicie nagi.

Ale nawet piersi sprawiały mu dyskomfort. Drżącymi dłońmi Emery rozwiązał opaskę na klatce piersiowej. Poddając się instynktowi, pieścił własne piersi, pocierając brodawki.

Emery krzyknął, czując słodką przyjemność, która przez niego przepłynęła.

Nie wiem, co się ze mną dzieje.

Krzyki Aurelii rozbrzmiały w oddali, a on zaszlochał. Nigdy nie słyszał, by krzyczała tak głośno, w tak potwornej agonii.

Bogowie, musiał uratować swoją biedną siostrę, zanim ta bestia ją zabije.

Ale jakkolwiek próbował, Emery nie mógł poruszyć swoim obolałym ciałem.

"Niech ktoś... pomoże" – zapłakał, a jego dłoń desperacko ściskała nabrzmiałe brodawki.

Och, na niebiosa, co się ze mną dzieje!?

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: 5. SŁUŻENIE BESTII - Królewski Druh: Niewolnik | StoriesNook