Patrzyli sparaliżowani, jak ciężkie drzwi się otwierają.
Dźwięk odbił się echem niczym wystrzał z pistoletu, mrożąc każdy oddech w ich płucach.
Do środka wszedł mężczyzna, a jego obecność wystarczyła, by ukraść resztki nadziei, jakie im pozostały.
Charles Blackwell.
W ustach Mii zaschło.
Nie.
Nie, nie, nie.
To nie może być on.
Ale to był on.
Mężczyźni, którzy ich tu przywlekli, natychmiast wyprost






