Esther Blackwell wpatrywała się w drzwi długo po tym, jak Mia wyszła, jej dłoń wciąż spoczywała na krawędzi biurka.
Jej gabinet nagle wydawał się zbyt mały, zbyt cichy. Słyszała tykanie zegara na ścianie.
Odepchnęła się od biurka i wstała szybko, niemal zbyt szybko.
Zaczęła krążyć po gabinecie.
Przycisnęła dłoń do czoła, przesuwając nią w dół twarzy.
– Co ja, do cholery, robię? – mruknęła pod nose






