Kiedy wylądowali, Aiden już spał. Długi lot go wykończył, a jego drobne ciało było zwinięte przy boku Mii, miękki oddech muskał jej ramię. Mia uśmiechnęła się delikatnie, patrząc na niego z góry i odgarniając luźny lok z jego czoła.
Nienawidziła go budzić, ale dotarli na miejsce.
Delikatnie pochyliła się i złożyła miękki pocałunek na jego czole. – Aiden – szepnęła. – Skarbie, jesteśmy na miejscu.






