Pobyt w Casa tego popołudnia wydawał się dziwny…
Miejsce było ciche, o wiele za ciche.
Nie było słychać gwaru muzyki ani śmiechu, jedynie cichy odgłos kroków i okazjonalne szuranie krzeseł przesuwanych po podłodze, gdy nieliczni obecni pracownicy przygotowywali się do wieczornej zmiany.
Alex szedł w stronę wejścia, a żołądek ścisnął mu się w supeł.
Może to wszystko to tylko żart. Głupi, okrutny ża






