– O czym ty mówisz, mamo? – brwi Mii ściągnęły się w niedowierzaniu.
Matka nawet nie drgnęła. Ramiona miała skrzyżowane, a ton jeszcze chłodniejszy niż wcześniej. – Mam tylko nadzieję, że nie jesteś na tyle urojona, by myśleć, że on się z tobą ożeni czy coś w tym stylu.
Przez chwilę Mia po prostu się w nią wpatrywała.
Nie mogła się ruszyć. Nie mogła oddychać.
Słowa matki przecięły prosto przez to






