Może i nie jestem w stanie zmiażdżyć ich pięściami, ale mogę otworzyć ziemię i pozwolić, by pochłonęła ich jeden po drugim.
– Gdzie jesteś?
– Ukrywam się w stajni.
Usłyszenie jej głosu przynosi natychmiastową ulgę. Chce mi się śmiać z tego, jak bezbronnym mnie uczyniła.
– Jest z tobą ktoś?
– Nie.
Upewniam się, że jesteśmy wystarczająco daleko od przyjęcia, aby to, co zamierzam zrobić, nie naraziło






