– Och, to jest po prostu zbyt dobre. – Głos Charlotte ociekał rozbawieniem, a ja posłałem jej ponure spojrzenie.
– Możesz mi to podać za minutę? – Ostrożnie włożyłem w jej dłonie tacę z płonącymi liśćmi i wspiąłem się na najniższe gałęzie.
Ul bzyczał głośno, owady wściekały się, że im przeszkadzam. Warknąłem z irytacją, gdy poczułem użądlenie na ramieniu, a po nim kolejne, na szyi. Znikną po godzi






