Jej słowo smagnęło mnie jak bicz. *Więcej.*
Odsunąłem się tylko na tyle, by widzieć jej twarz. Jej policzki były zarumienione, usta spuchnięte od moich pocałunków, oczy szkliste od czegoś, co nie było strachem; to był głód. Mnie. Tego.
– Więcej – powtórzyła, ciszej teraz, ale równie żarliwie.
Ująłem jej szczękę, kciukiem muskając wilgotną krawędź jej wargi. Jej oddech zadrżał na moim policzku. Poc






