Podjechaliśmy do małej piekarni na skraju miasta, w której nigdy wcześniej nie byłam. Dzwonek nad drzwiami zadźwięczał, a zapach cukru i ciepłego chleba uderzył we mnie niczym niebo. Usta natychmiast napłynęły mi śliną, ale zanim zdążyłam je otworzyć, głęboki głos Huntera przeciął powietrze nad ladą.
– Żadnej kawy – powiedział płasko, już wpatrując się wilkiem w menu kredowe. – To niedobre dla… Fa






