**Hunter**
Śmiech Aliny wymknął się chrapliwie, cicho, jakby nie używała go od dawna, i niech mnie szlag, jeśli nie posłał fali gorąca wzdłuż mojego kręgosłupa. Rozejrzała się po ruinach naszego tak zwanego salonu, po stertach mebli upchniętych razem na środku, na wpół rozerwanych pudłach i losowych stosach gówna, którego nawet jeszcze nie posegregowaliśmy.
– Wygląda na to, że wasza chata jest tak






