Podniosłam się z podłogi, czując ból w kolanach od klęczenia na rozbitym szkle, i wyciągnęłam rękę do Isli. Pociągnęła nosem jeszcze raz, ocierając oczy wierzchem dłoni, zanim w końcu wsunęła swoje palce w moje. Jej dłoń drżała, ale zdołała wykrzesać z siebie mały, kruchy uśmiech.
– Chodź – powiedziałam cicho. – Kolacja wystygnie.
Zahaczyła się, rozglądając po pokoju na zniszczenia, bałagan, kawał






