Marmurowe podłogi wciąż lśniły jak szkło. Zawsze lśniły. Nieważne, ile lat minęło, wszystko było dokładnie takie samo. Zimne, idealne i bezlitosne – tak się tu czułam. Mój ojciec stał w wielkim holu wejściowym, obramowany światłem wpadającym przez wysokie okna. Jego garnitur był świeży, krawat zawiązany tak precyzyjnie, że równie dobrze mógłby być namalowany. Jego siwiejące włosy były zaczesane do






