Kaiden zakończył połączenie, wsuwając telefon do kieszeni, jakby właśnie wygrał walkę. Uniosłem brew, czekając. – I?
Jego usta wygięły się w ten rzadki, mały, zadowolony uśmieszek. – Oprowadzi nas dzisiaj po południu.
Gwizdnąłem cicho. – Szybko.
Zanim zdążyłem powiedzieć więcej, z kanapy dobiegł najcichszy pomruk. Alina, zwinięta w kocu, jakby mógł ochronić ją przed całym cholernym światem, wyszep






