Sięgam po klamkę, gotów wspiąć się do kabiny, kiedy słyszę jej głos – to zwodniczo ciche „tst, tst, tst”, które oznacza, że zrobiłem coś bardzo, bardzo złego.
Odwracam się z ręką zastygłą w powietrzu i widzę Alinę stojącą za mną; jedno biodro wysunięte, palec grożący mi niczym niegrzecznemu uczniakowi.
– Co? – pytam, przechylając głowę i próbując wyglądać niewinnie.
Krzyżuje ramiona, mrużąc oczy.






