Było już prawie o zmierzchu, kiedy w końcu skręciliśmy w długi podjazd w stronę domu moich rodziców; reflektory omiatały kamienne filary i ciepły blask wylewający się z okien. Ścisnęło mnie w piersi, częściowo z nerwów, częściowo z ulgi. To była ziemia rodziny. To tutaj wszystko zawsze osiągało punkt kulminacyjny. Mama była już na zewnątrz, zanim jeszcze zgasiliśmy silnik, wciąż w fartuchu, wycier






