Naciera znowu, wolniej, wścieklej, a tym razem poruszam się jak to coś, co wykorzystywało mnie przez te wszystkie lata. Bestia we mnie zostaje uwolniona. Blokuję jego nadgarstek pod moim kolanem, a potem wbijam piętę w jego kolano. Upada na jedną nogę, krzycząc z bólu pękającej kości. Wykręcam go jak szmatę, wpycham mu twarz w skrzynkę, aż zaczyna się dławić, a potem przyciskam kolano do jego kark






