**Punkt widzenia Margot**
Po śniadaniu spacer korytarzem do ambulatorium wyglądał tak samo jak wczoraj, chociaż zmienili się strażnicy. Świeże twarze, ale te same zadowolone z siebie miny.
– Szykujesz kłopoty, Santorelli? – zadrwił jeden z nich, gdy się zbliżaliśmy. W jego głosie brzmiała ta fałszywa pewność siebie, którą zaczynałam rozpoznawać w tym miejscu – jakby myśleli, że czepianie się Coban






