**POV Cobana**
Droga powrotna z ambulatorium minęła w ciszy.
Tego rodzaju ciszy, która zostawiała cię sam na sam z własnymi myślami — co momentami stawało się najgorszym możliwym towarzystwem...
Dziewczyna, Sarah, wciąż jeszcze żyła.
To było dobre, dla dobra wszystkich.
Ale powiedział „ledwo”, co wywoływało we mnie nerwy.
Kroki Margot były ciche za moimi plecami, zatracona we własnych myślach,






