**Z perspektywy Cobana**
Krew lała się o wiele szybciej, niż się spodziewałem.
Zanim dotarłem do środkowego korytarza, spłynęła mi już po szczęce, kapiąc z brody na betonową podłogę za mną.
Pieprzony szlak z okruszków dla każdego, komu chciałoby się za mną iść.
Ale nie zatrzymałem się.
Nie zwolniłem.
Nawet jej nie wytarłem.
Im bardziej dramatycznie to wyglądało, tym lepiej dla mnie.
Strażnicy gapi






