**Z perspektywy Cobana**
W sekundzie, w której drzwi zatrzasnęły się za strażnikami, ściany wydały się ciaśniejsze.
Zbyt cicho. Zbyt bezużytecznie dla mnie.
Moje kolano podskoczyło raz, drugi, w stałym, niecierpliwym tiku, podczas gdy skanowałem płytki sufitowe, jakby odpowiedź na mój problem miała być zapisana tuż nade mną.
Jak, do diabła, miałem teraz skontaktować się z garniturami?
Żadnej pielę






