POV Cobana
Marsz u boku garniturów przypominał wchodzenie na salę sądową.
Zimno.
Ciężko.
Ostatecznie.
Poprowadzili mnie obok głównego oddziału, minęliśmy dyżurkę pielęgniarek i ruszyliśmy wzdłuż małego, administracyjnego korytarza wyłożonego przeszklonymi salami i zamkniętymi drzwiami.
Wyższy z garniturów zatrzymał się, wbił kod i pchnął drzwi do prywatnego pokoju konsultacyjnego. Mały. Sterylny.






