POV Margot
Komunikat wciąż odbijał się echem w mojej głowie na długo po tym, jak strażnicy przestali krzyczeć.
Piętnaście minut... Piętnaście minut... Piętnaście minut...
Mój oddech nie chciał się wyrównać. Moje dłonie nie potrafiły się uspokoić. Cobana wciąż tu nie było.
A ja nie potrafiłam przestać wpatrywać się w drzwi stołówki, jakby lada sekunda miał przez nie wparować, wciąż ociekający krwią






