**Punkt widzenia Cobana**
Godzina.
Może minęło więcej?
Czas nawet nie wydawał się już rzeczywisty, był to jedynie powoli palący ucisk, narastający za moimi żebrami.
Leki, które mi teraz podali, pomogły stępić najostrzejszy ból, ale rwanie w czaszce wciąż było nieustępliwym pulsowaniem, które nie pozwalało mi zasnąć. Utrzymując mnie w gotowości.
Nadal ani śladu tych dwóch garniturów z wcześniej, z






