** Perspektywa Paige **
W chwili, gdy wataha się rozchodzi, moje nogi odmawiają posłuszeństwa. Nie upadam, ale kolana miękną mi na tyle, że ręka Rydera wystrzeliwuje, chwytając mnie w talii, jakby był gotów mnie złapać.
– Spokojnie – mruczy.
Spokojnie... gdyby tylko.
Wciąż to czuję, ten pęd watahy padającej na kolana. Przypływ mocy, która nie była moja, a jednak była. Echo głosu Ronniego nazywając






