Cisza po wyjściu Luki była nie do zniesienia.
To nie był ten spokojny rodzaj ciszy, nie łagodne milczenie dopalających się świec czy cichy szum magii osiadającej w kamieniu. To była pusta, dzwoniąca nicość, która napierała na moją czaszkę, wyolbrzymiając każdą pękniętą myśl, aż miałam ochotę krzyczeć.
Odszedł.
Znowu.
Ale tym razem nie odszedł zdezorientowany, łagodny czy przepraszający.
Odszedł wś






