languageJęzyk

#3 Znak Tyrana

Autor: Lyra Silvertongue27 mar 2026

Uczucie nieważkości i upiorne wycie wiatru wciąż pulsowały w jej krwi, kiedy sekundę później plecy Ofelii uderzyły brutalnie o zimny, bezlitosny obsydianowy stół.

Wydała z siebie stłumiony jęk bólu, zwijając się w kłębek, gdy gwałtowne uderzenie całkowicie wybiło powietrze z jej płuc.

Ciężkie dębowe drzwi zatrzasnęły się za nią, całkowicie odcinając świat zewnętrzny. To był prywatny namiot wojenny księcia Artura – a raczej ekskluzywna sala trofeów Rycerza Wojny. Powietrze nie zawierało ani krztyny mdłego kadzidła spotykanego w pałacach szlachty; czuć było tylko zapach skóry, rdzy i wysoce agresywnego, męskiego piżma.

Ofelia walczyła z łamiącym kości bólem promieniującym przez jej ciało, próbując podnieść się z powierzchni. Zanim jednak zdążyła rozejrzeć się po otoczeniu, szorstka, paląco gorąca dłoń złośliwie chwyciła ją za kostkę.

"Czy dałem ci pozwolenie na ruch?"

Głęboki, chropowaty głos mężczyzny odbił się echem w przepastnym pomieszczeniu, posyłając niekontrolowany dreszcz przemykający wzdłuż jej kręgosłupa.

Artur stał przy stole, a jego potężna sylwetka całkowicie zaćmiewała słabe światło świec migoczących na ścianach. Metodycznie ściągał swoje skórzane rękawice. Z każdym uwolnionym palcem subtelny dźwięk napinającej się skóry w nieskończoność potęgował duszące ciśnienie w pomieszczeniu.

Bez namysłu rzucił rękawice na podłogę, wpatrując się władczo z góry w Ofelię, która leżała na stole dysząc.

Był najbardziej wywyższonym księciem Imperium Valyriańskiego, tyranem, który wyrąbał sobie drogę przez górę trupów; podczas gdy ona była zaledwie podłą niewolnicą, którą dopiero co wywleczono z dna kopalni piekielnego ognia, tak bezwartościową, że nie zasługiwała nawet na to, by jej imię zostało odnotowane. Pokryty sadzą, potem i zaschniętą krwią, jej szorstki jutowy strój więzienny był podarty na strzępy, sprawiając, że wyglądała jak śmieć gotowy do wyrzucenia w każdej chwili.

Ale w oczach Artura nie było obrzydzenia. Zamiast tego kryła się w nich znacznie bardziej niebezpieczna, czysta mieszanka zaborczości i ciekawości.

"Twoje oczy, kiedy przed chwilą patrzyłaś na mnie w kopalni, z pewnością nie drżały w ten sposób." Artur zadrwił, a jego długie, potężne palce nagle zacisnęły się na jej kolanach, nieodparcie zmuszając ją do szerokiego rozchylenia nóg.

"Puść mnie..." Ofelia sapnęła, a jej instynkty krzyczały, by walczyła i zatrzasnęła nogi. Ta absolutnie obnażona pozycja napełniała ją niespotykanym dotąd poczuciem wstydu i przerażenia. Była przyzwyczajona do bycia biczowaną, do poniżania, ale nigdy wcześniej nie spotkała się z tak dosadną, brutalnie nacechowaną seksualnie groźbą ze strony mężczyzny.

"Puścić?" Artur zachował się tak, jakby właśnie usłyszał żart. Nie tylko jej nie puścił, ale też brutalnie wdarł się między jej uda, a jego twarde jak skała mięśnie ud bezlitośnie napierały przez jutę, by całkowicie okiełznać jej szamotanie się.

"Wygląda na to, że wciąż nie pojęłaś sytuacji, niewolnico." Artur pochylił się, a jego nos musnął jej policzek boleśnie blisko. Aura promieniująca od niego – mieszanka prochu strzelniczego i gryzących wiatrów zamieci śnieżnej – natychmiast pochłonęła ją w całości. "W mojej domenie twoje życie, twoje ciało i krew, każdy twój oddech, należą wyłącznie do mnie."

Zanim te słowa w pełni do niej dotarły, rozległ się ostry, metaliczny dźwięk ostrza opuszczającego pochwę, a śmiercionośny wojskowy sztylet zsunął się z jego taktycznego pasa prosto w jego dłoń.

Źrenice Ofelii gwałtownie się rozszerzyły, przekonane, że poderżnie jej gardło jak zwierzęciu hodowlanemu. Mocno przygryzła dolną wargę, zamykając oczy w oczekiwaniu na śmierć.

Jednakże lodowata stal nie przecięła jej szyi; zamiast tego szarpnęła kołnierz i tak już zrujnowanej jutowej tuniki na jej piersi.

Wtórując bezlitosnemu dźwiękowi rozdzieranego materiału, lodowate powietrze natychmiast ją owiało. Oczy Ofelii gwałtownie się otworzyły, przerażone odkryciem, że górna połowa jej ubrania została całkowicie odcięta. Jej blada, nieskazitelna skóra, posiniaczone obojczyki i miękkie piersi, które falowały gwałtownie wraz z jej panicznym oddechem, pozostały całkowicie nagie pod niebezpiecznym spojrzeniem stojącego przed nią mężczyzny.

"Nie..." Odruchowo próbowała unieść ramiona, by się zakryć.

"Nie zasłaniaj ich." Głos Artura zniżył się niebezpiecznie. Z bezwysiłkową siłą chwycił oba jej nadgarstki w jedną dłoń, przygniatając je bezlitośnie nad jej głową do obsydianowego stołu.

Sztylet został niedbale odrzucony na bok. Wolna dłoń Artura, mocno zrogowaciała od lat ściskania miecza, zacisnęła się bezpośrednio na jej nagiej piersi.

Ciało Ofelii drgnęło gwałtownie, a z jej gardła wydarł się zaskoczony okrzyk.

Był zbyt gorący. Jego dłoń była parząca, bezlitośnie ugniatając miękki wzgórek ciała. Szorstkie krawędzie jego dłoni ocierały się o jej boleśnie wrażliwy szczyt, przynosząc brutalne ukłucie, które w dziwaczny sposób zrodziło boleśnie wstydliwe, elektryzujące mrowienie.

"Puść... ty maniaku..." Oczy Ofelii zaczerwieniły się. Wiła się gorączkowo, rozpaczliwie próbując wyrwać się z jego uścisku. Mentalne mury, które tak długo budowała z zimnej apatii i odporności, zaczynały pękać pod naporem całkowicie zdeprawowanego, dzikiego ataku tego mężczyzny.

"Maniaku?" Artur nie przestawał; zamiast tego jego palce stały się jeszcze bardziej zuchwałe, ostro szczypiąc i pociągając jej różowy szczyt, dopóki delikatny pączek nie nabrzmiał i nie stanął sterczący pod jego torturami, oblewając się głębokim karmazynem.

"Wkrótce dowiesz się, czym jest prawdziwe szaleństwo."

Spojrzenie Artura całkowicie pociemniało, płonąc pożądaniem. Z całkowitą fascynacją wpatrywał się w pokrytą brudem, a jednak oszałamiającą niewolnicę pod nim, obserwując, jak drży, upokarza się i mimowolnie fizycznie reaguje na jego dotyk.

Sama ekscytacja płynąca ze zmiażdżenia dumnej duszy, z całkowitego skorumpowania czystego ciała, sprawiała, że jego krew gotowała się nieskończenie mocniej niż kiedykolwiek podczas rzezi wrogów na polu bitwy.

Jego duża dłoń zsunęła się wzdłuż jej smukłej talii, niosąc żar, który przyprawiał ją o dreszcze, i bez chwili wahania sięgnęła pod wystrzępiony rąbek jej spódnicy, by brutalnie zerwać ostatni cienki skrawek materiału, który ją osłaniał.

"Nie! Proszę..." W chwili, gdy palce mężczyzny musnęły najbardziej intymne, wrażliwe sanktuarium między jej nogami, mechanizmy obronne Ofelii całkowicie się rozsypały. Jej głos załamał się w szlochu – objaw słabości, którego nie okazała nawet w obliczu Żniwiarza Otchłani w kopalniach.

"Zamknij się i mnie poczuj" – rozkazał bezlitośnie Artur.

Jego środkowy i wskazujący palec, uzbrojone w niezaprzeczalną siłę, rozchyliły jej śliskie, delikatne fałdy. Pomijając jakiekolwiek pozory gry wstępnej czy delikatności, szorstkie opuszki jego palców nacisnęły mocno na wrażliwy guzek ukryty na szczycie, zaczynając go pocierać i ugniatać w wysoce karzącym, inwazyjnym rytmie.

Niekontrolowany pisk wydarł się z jej gardła.

Gwałtowna przestymulacja wywołała drżenie całego ciała Ofelii. Jej umysł w jednej chwili zrobił się biały. Instynktownie wygięła biodra w desperackiej próbie ucieczki przed przerażającym uczuciem, tylko po to, by oddać się głębiej w jego dłoń.

To było zbyt intensywne. To ciało, głodzone i wyczerpane przez tak długi czas, po prostu nie mogło znieść tak wyraźnego, dzikiego zawłaszczenia ze strony dominującego samca alfa. Zaledwie po tych kilku krótkich ruchach jego bezlitosnej tortury, upokarzająco mokra fala śluzu wypłynęła z głębi jej rdzenia, powlekając szorstkie palce Artura.

"Już przeciekasz... Podła niewolnica, a twoje ciało reaguje lepiej niż tych dworskich dziwek." Artur poczuł śliską wilgoć na opuszkach palców, a pożądanie w jego oczach praktycznie zmieniło się w fizyczny płomień, chętny, by ją pożreć.

Zamiast z niej kpić, wziął te pokryte śluzem palce i wsunął jeden do jej ciasnego kanału.

"To boli... wyjdź... za duży..." Przez pełen bólu, płaczliwy skowyt Ofelia odchyliła głowę do tyłu, obnażając gardło. Jej wąski, ciasny korytarz był na siłę rozciągany przez palce mężczyzny, a rozrywająca agonia w końcu wycisnęła łzy z kącików jej oczu, pozostawiając dwa wyraźne ślady na jej pokrytych popiołem policzkach.

"Jeśli boli, wytrzymaj to." Artur zgrzytnął zębami, żyły nabrzmiały mu na czole, gdy walczył z krzyczącym pożądaniem pulsującym pod zbroją. Pochylił głowę i ugryzł mocno jej smukłą szyję, a jego ostre zęby przebiły kruchą skórę, dopóki nie poczuł metalicznego posmaku jej krwi.

Z cichym warknięciem dudniącym w gardle, jego palce zaczęły dziko wsuwać się i wysuwać z jej ciała. Zrogowacenia na jego knykciach bezlitośnie ocierały się o delikatne ścianki jej rdzenia; każde wyciągnięcie wywoływało mokry, obsceniczny dźwięk siorbania, a każde brutalne pchnięcie bezlitośnie tarło o jej najbardziej wrażliwe punkty.

"Przestań... proszę, nic więcej..."

Zdruzgotane jęki i załamane błagania niekontrolowanie prześlizgiwały się przez jej usta; Ofelia całkowicie straciła zmysły. Nie potrafiła stwierdzić, czy błagała o litość, czy błagała o więcej. Jej ciało dziko wierzgało na zimnym obsydianowym stole; jej dłonie były unieruchomione, ale palce boleśnie zaciskały się na pustym powietrzu. Nienawidziła siebie za poddanie się temu zwierzęcemu instynktowi, nienawidziła faktu, że pod rękami zwierzchnika, który uważał ją za nic więcej niż zabawkę, w rzeczywistości doświadczała przyjemności na tyle głębokiej, by w niej utonąć.

Artur wyciągnął ociekające śluzem palce i skierował swoją brutalnie twardą, pulsującą erekcję prosto na jej przemoczone wejście. Jeszcze zanim się w nią wdarł, Ofelia czuła przerażający obwód i parzący żar jego przyrodzenia.

Chwycił jej szczękę, zmuszając jej pełne łez oczy do spotkania z jego dzikim, drapieżnym spojrzeniem. "Patrz na mnie, niewolnico. Zapamiętaj, kto cię bierze, kto cię całkowicie złamał."

Klatka piersiowa Ofelii falowała gorączkowo, a jej wzrok zacierał się we mgle pożądania i łez. Właśnie gdy pomyślała, że ten tyran wbije się w nią bez uncji litości i rozerwie na pół...

Za drzwiami gorączkowy dźwięk zbliżających się kroków zburzył zdeprawowane szaleństwo panujące w pokoju.

"Wasza Wysokość!" Spanikowany głos jego porucznika przebił się przez ciężkie dębowe drzwi, drżąc gwałtownie. "To... to ludzie Następcy Tronu! Otoczyli namiot!"

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: #3 Znak Tyrana - Niewolnica Wojennego Rycerza | StoriesNook