Spanikowany raport zza drzwi zadziałał jak lodowate ostrze, natychmiast przecinając niemal wrzące, zdeprawowane szaleństwo na szczycie obsydianowego stołu.
Ciemne oczy Artura, wcześniej trawione karmazynowym piekłem pożądania, ochłodziły się do stojących głębin polodowcowego jeziora w mniej niż pół oddechu.
Zmiana była tak gwałtowna, tak dusząco intensywna, że ciało Ofelii – napięte od skrajnej przestymulacji – gwałtownie zadrżało, całkowicie poza jej kontrolą.
Artur cofnął swojego kutasa tuż przed tym, jak miał w nią wejść, całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek sentymentu. Wyprostował swoją potężną sylwetkę, a żądza drapieżnika, która nasycała jego ciało, została natychmiast zastąpiona nieskończenie zimniejszą, czystszą aurą rzezi.
Lodowate powietrze przemknęło po nagiej piersi Ofelii i rozchylonych udach, przynosząc gryzący chłód, który cudem wyciągnął jej zdrowy rozsądek znad krawędzi utonięcia w przyjemności. Łapała powietrze wielkimi, desperackimi haustami jak umierająca ryba, a jej kończyny zamieniły się w galaretę, gdy leżała rozciągnięta na zamarzającym kamiennym stole, a jej wzrok miejscami mroczniał.
Artur szarpnął ciężki płaszcz z pobliskiego wieszaka i narzucił go na głowę Ofelii, całkowicie otulając jej nagie, drżące ciało.
"Zostań tu. Wydaj z siebie choćby jeden dźwięk, a sam skręcę ci kark." Jego głos był niską, wypraną z emocji pustką, jakby mężczyzna, który właśnie popchnął ją na krawędź ruiny i zmusił do błagania o uwolnienie, był zupełnie kimś innym.
Odwrócił się, od niechcenia chwycił sztylet ze stołu i ruszył w stronę ciężkich dębowych drzwi.
Brzdęk! Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, po czym natychmiast rozległo się ciężkie głuche uderzenie żelaznego rygla wsuwającego się na swoje miejsce.
Namiot ponownie pogrążył się w śmiertelnej ciszy. Jedynym dźwiękiem był gorączkowy galop serca Ofelii, a powietrze wciąż było gęste od nieomylnego, przyprawiającego o rumieńce zapachu piżma i seksu – surowe przypomnienie, że to, co właśnie zaszło, nie było halucynacją.
Nie założyła płaszcza, zamiast tego zgarniając podarte resztki jutowej tuniki, szybko układając je tak, by ledwie zakrywały jej skromność.
Właśnie gdy skanowała otoczenie, knując plan ucieczki... Ogłuszająca eksplozja nagle rozerwała nocne niebo na zewnątrz namiotu.
Cała konstrukcja gwałtownie się zatrzęsła, a potężna fala uderzeniowa wyrzuciła Ofelię prosto w powietrze, posyłając ją z impetem na stojak z bronią w rogu. Żelazna tarcza runęła w dół, ocierając się o jej czoło, a świeża krew natychmiast ją oślepiła.
"Kaszel, kaszel..." Zwinęła się w kłębek na dywanie, a w uszach nieustannie jej dzwoniło.
Na zewnątrz odgłosy rzezi wybuchły niczym tsunami. Rżenie koni bojowych, agonalne krzyki umierających i głuche, mokre odgłosy ostrzy wcinających się w kości i ciało splatały się ze sobą, wciągając noc całkowicie w piekło. Ale tym, co najbardziej przerażało Ofelię, był fakt, że nie słyszała głosu Artura ani rozdzierającego duszę ryku czarnego smoka.
Zostali odciągnięci.
Nagle, w towarzystwie ogłuszającego huku, masywne dębowe drzwi – wraz z zabezpieczającym je solidnym stalowym ryglem – zostały roztrzaskane na drzazgi przez niewiarygodnie potężną, zewnętrzną siłę. Płonące odłamki drewna i szrapnele posypały się do namiotu niczym śmiercionośna burza.
Przez gęsty, wirujący dym para spiczastych skórzanych butów ozdobionych rubinami bezlitośnie miażdżyła płonące szczątki.
"A ja myślałam, że to jakiś niezrównany skarb sprawił, że nasz wielki 'Rycerz Wojny' zamknął swój obóz w środku nocy."
Piskliwy, arogancki i głęboko jadowity kobiecy głos przeciął dym.
Camilla, najbardziej zaufana inkwizytorka Następcy Tronu Edwarda, żmija Czerwonej Twierdzy, która czerpała sadystyczną przyjemność z torturowania niewolników. Ubrana była w wysoce ozdobny, ale lekki srebrny napierśnik, ściskając w dłoni kolczasty bicz, gdy powoli wkroczyła do namiotu w towarzystwie roju ciężkozbrojnych, odzianych w czarne pancerze szwadronów śmierci.
Oczy Camilli, obciążone mocnym makijażem, skupiły się na Ofelii kulącej się w kącie w podartych łachmanach, jakby patrzyła na stertę gnijących śmieci.
Kiedy w końcu przyjrzała się twarzy Ofelii – która mimo brudu i krwi wciąż była zapierająco dech w piersiach piękna – i tym charakterystycznym zielonym oczom, wyraz twarzy Camilli wykrzywił się w coś paskudnego. Zazdrość i odraza gryzły jej zdrowy rozsądek niczym jadowite węże.
"Brudna mała dziwka wyciągnięta z Kopalni Piekielnego Ognia?" – krzyknęła z niedowierzaniem Camilla, a jej wzrok prześlizgnął się po wciąż krwawiącym śladzie ugryzienia, który Artur zostawił na szyi Ofelii. "Czy Artur stracił zmysły? Naprawdę odrzucił królewski sojusz małżeński dla takiego pokrytego popiołem śmiecia?"
"Wywleczcie tu tę sukę, która skalała łoże Księcia!" – wrzasnęła Camilla.
Dwóch żołnierzy szwadronu śmierci natychmiast rzuciło się do przodu.
Ofelia wiedziała, że absolutnie nie może pozwolić, by wpaść w ich ręce. Dzikie instynkty, które doskonaliła, by przetrwać w kopalniach, eksplodowały; porwała ciężką żelazną tarczę z podłogi i uderzyła nią z całej siły w kolano najbliższego żołnierza, jednocześnie otwierając usta i zatapiając zęby głęboko w wyciągniętej dłoni drugiego!
Żołnierz zawył z bólu, a jego dłoń została całkowicie rozerwana przez jej ugryzienie, krew tryskała wszędzie.
Ale to było na próżno. Przepaść w sile była nie do pokonania.
Odkuty żelazem but wbił się brutalnie w brzuch Ofelii.
Ofelia wypluła usta pełne krwi, lecąc do tyłu, by z impetem zderzyć się z kamiennym stołem; i tak już zniszczona jutowa tunika podarła się jeszcze bardziej, odsłaniając szerokie pasma bladej skóry pokrytej fioletowymi, przypominającymi palce siniakami.
"Wciąż potrafisz gryźć, co?" Camilla zrobiła krok do przodu, chwytając garść zmierzwionych włosów Ofelii i szarpiąc jej głowę do tyłu, wpatrując się z okrutnym, zadowolonym uśmieszkiem w krew kapiącą z jej ust. "Artur naprawdę powinien cię teraz zobaczyć, jak wyglądasz jak dziki, wściekły kundel."
Ciągnąc Ofelię za włosy niczym trupa, Camilla brutalnie wywlekła ją z płonących szczątków namiotu.
Świat na zewnątrz zamienił się w piekło.
Lodowaty nocny deszcz, zmieszany z płonącym popiołem, lał się z nieba, uderzając w zmasakrowane ciało Ofelii. Została mocno przyparta do błotnistej, śliskiej od krwi ziemi przez dwóch strażników.
"Wiesz, dlaczego tu dziś przyszłam, głupia suko?" Camilla podeszła do Ofelii, używając czubka swojego ubłoconego buta, by zmusić dziewczynę do podniesienia brody.
Ofelia nie powiedziała nic. Kaszlała gwałtownie, a każdy kaszel wywoływał krwawą pianę, ale jej oczy były martwo utkwione w Camilli, całkowicie pozbawione uległości czy próśb o litość. To było dokładnie to samo spojrzenie, którym obdarzyła Pitta w kopalni.
To spojrzenie rozwścieczyło Camillę; uderzyła Ofelię z całej siły w twarz, a jej ostre paznokcie wyryły trzy krwawe bruzdy prosto na bladym policzku.
"Następca Tronu wydał tajny dekret: Artur gromadzi władzę i knuje zdradę. A ty" – zadrwiła z góry Camilla – "jesteś niezaprzeczalnym dowodem na to, że został opętany przez potwora z otchłani! Kiedy obedrę cię tu ze skóry i powieszę twoją głowę na murach Czerwonej Twierdzy, ten arogancki Rycerz Wojny stanie się pośmiewiskiem całego imperium!"
Camilla cofnęła się, unosząc kolczasty bicz wysoko w powietrze.
"Zdejmę biczem tę sztuczną, ładną skórkę z twoich kości! Stracić ją!"
Okoliczni strażnicy unieśli swoje lśniące rzeźnickie ostrza, odcinając Ofelii wszelkie drogi ucieczki.
Woda deszczowa zbierała się w oczach Ofelii, piekąc okrutnie. Jej wzrok zaczął się zamazywać, a wytrzymałość uległa całkowitemu wyczerpaniu. Nie czuła już zimna ani bólu; pozostało jedynie głębokie poczucie bezradności.
Uciekła z kopalni, przetrwała kły czarnego smoka, tylko po to, by zginąć jako ofiara poboczna w ich grze o tron?
Bicz rozdarł powietrze, wyjąc ze śmiercionośną tonacją, celując prosto w twarz Ofelii.
W tym ułamku sekundy czas wydawał się rozciągać w nieskończoność.
Ułamek sekundy przed tym, jak ten kolczasty bicz miał zdruzgotać czaszkę Ofelii...
Nieopisana, wyciszająca świat fala apokaliptycznego ciśnienia uderzyła z niebios bez najmniejszego ostrzeżenia!
Deszcz padający z nocnego nieba dosłownie zatrzymał się w powietrzu, przecząc grawitacji, by unosić się nieruchomo.
Bezpośrednio potem temperatura otoczenia poszybowała w górę w ekstremalnym, przerażającym tempie. Błotniste kałuże na ziemi natychmiast się zagotowały i wyparowały, zamieniając się w gęste, oślepiające chmury białej pary.
"Co... co to jest?!" Jeden ze strażników spojrzał w górę w czystym przerażeniu, jego głos łamał się z paniki, brzmiąc jak duszony kogut.
Camilla zamarła. Sztywno odchyliła głowę do tyłu, a jej źrenice błyskawicznie skurczyły się do wielkości łebków od szpilek.
Wysoko na firmamencie gęste burzowe chmury zostały gwałtownie rozdarte przez dziką siłę.
"RYYYYK—!!!!"
Pierwotny ryk smoka, zdolny zniszczyć bębenki milionów ludzi i sprawić, że same gwiazdy zadrżą, eksplodował na nocnym niebie Czerwonej Twierdzy niczym trąba Sądu Ostatecznego!
To była furia z najgłębszej otchłani.
Kolosalny, przysłaniający niebo czarny cień, spowity w ciemnoczerwone płomienie przypominające piekielną magmę, pomknął prosto w dół niczym zwiastujący koniec świata meteor, wymierzony prosto w formację Camilli!






