languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Aeliana Thorne 3 kwi 2026

Perspektywa Dallas

Sześć miesięcy później

Nie spieszyłam się w drodze do Watahy Szkarłatnego Półksiężyca. Potrzebowałam czasu dla siebie i chciałam na spokojnie spisać wszystkie pytania, które tłumiłam w sobie od lat.

Dotarłam do celu po prawie tygodniowej podróży.

Charna rozkoszowała się bieganiem po nieznanym terytorium i żadna z nas nie użalała się nad sobą.

Czułyśmy się tak, jakby więź między mną a Nico w ogóle nie istniała – żadnego bólu po tym, jak zaakceptował nasze odrzucenie, żadnego poczucia straty.

Przyjechałam do Watahy Szkarłatnego Półksiężyca wczesnym rankiem i ucieszyłam się, że miałam wydrukowany list od Starszych, co oszczędziło mi wielu kłopotów przy bramie.

Kapitan Oddziału czekał na mnie przy głównym budynku – tym, w którym rezydują Starsi i w którym miałam odebrać swoją edukację.

Otrzymałam harmonogram na pierwszy tydzień, po czym pokazano mi terytorium, na którym będziemy mieszkać.

Choć mieszkamy w obrębie terytorium Szkarłatnego Półksiężyca, nie mamy wstępu na tereny otaczające Pałac. A przynajmniej nie bez zgody Starszych lub na prośbę samego Króla.

Resztę dnia miałam wolną i wykorzystałam ten czas, by się rozgościć. Mój pokój znajduje się na najwyższym piętrze budynku A. Jest cholernie dużo większy od mojego dawnego pokoju w domu i ma nawet niewielki balkon.

Postawiłam laptopa na biurku obok drzwi balkonowych, rozpakowałam walizki, a potem poszłam poszukać czegoś na śniadanie.

Mój pierwszy prawdziwy dzień ze Starszymi składał się z testów, które miały określić poziom mojej znajomości Praw oraz umiejętności w walce.

Zdałam śpiewająco każdy test, który mi podsunęli, co postawiło Starszych przed wyzwaniem: gdzie przydzielić kogoś, kto praktycznie nie potrzebuje podstawowego szkolenia?

Po konsultacjach z Kapitanami Oddziałów zostałam przydzielona do jednego z oddziałów i ułożono dla mnie indywidualny plan nauki.

Moje studia skupiały się w dużej mierze na Prawach Watahy i konsekwencjach, jakie mogą one przynieść dla całej sfory. Nikt mnie tego nie uczył w Watasze Cienistej Doliny; nie wiedziałam nawet, że Alfa może stanowić własne Prawa na swoim terytorium.

Prawa te nie mogły łamać naszych Praw głównych. Zazwyczaj były ich surowszą wersją i musiałam nauczyć się ich wszystkich.

Po drodze natrafiłam na kilka niespodzianek i właściwie czerpałam ogromną radość ze studiów, które okazały się niezwykle pouczające.

Dzisiaj zostanę pełnoprawnym członkiem oddziału Kapitana Jordana i zyskam prawo uczestniczenia z nim w misjach. Moim głównym priorytetem jest upewnienie się, że znamy Prawa Watahy na terytoriach, na które nas wysyłają.

– Dzień dobry, Dallas – mówi Kapitan Jordan, gdy wchodzę do salonu w naszym domu oddziałowym.

Pozostali członkowie oddziału witają mnie uśmiechem lub machnięciem ręki, a ja podchodzę do ekspresu, żeby zrobić sobie latte.

Kiedy siadam niedaleko niego, Kapitan Jordan przesuwa w moim kierunku teczkę. Niechętnie ją otwieram. Wiem, co jest w środku i nienawidzę momentu, w którym wręcza mi podobną dokumentację.

Kapitan Jordan był pierwszą osobą, która dowiedziała się o mojej przeszłości. Znalazł mnie, gdy klęłam i rzucałam wyzwiskami w stronę telefonu leżącego na biurku w moim pokoju.

Było to trzeciego dnia po moim dołączeniu do oddziału. Ponieważ długo nie schodziłam na dół, przyszedł mnie poszukać. W końcu włączyłam stary telefon ze swoją kartą SIM i zalała mnie fala wiadomości tekstowych oraz głosowych od mojego Ojca.

Żadna z nich nie zawierała przeprosin za to, jak mnie traktował. Wręcz przeciwnie, każda z nich krzyczała, że zachowuję się niedojrzale, samolubnie i dziecinnie.

Kapitan Jordan odebrał mi wtedy telefon i od tamtej pory raz w miesiącu otrzymuję raport o charakterze wiadomości, które przyszły, wraz z imieniem nadawcy.

Mój Ojciec wciąż zostawia mi wiadomości twierdząc, że jestem dziecinna, samolubna i niedojrzała. Nico błaga mnie, abym wróciła i dała mu drugą szansę; to samo robią jego rodzice. Jedyną osobą, która się do mnie nie odzywa, jest Lucy i mam nadzieję, że nigdy tego nie zrobi.

Moje oczy rozszerzają się ze zdziwienia, gdy czytam pewną nietypową wiadomość od Ojca. Słyszę też, jak Charna śmieje się w mojej głowie. Zupełnie o tym zapomniałam.

– Coś zabawnego, Dallas? – pyta Kapitan Jordan, a ja potrzebuję chwili, zanim jestem w stanie odpowiedzieć.

– Przepraszam, to przez tę ostatnią wiadomość od mojego Ojca – odpowiadam i słyszę wokół siebie kilka zduszonych warknięć.

– Zupełnie zapomniałam, że zmieniłam hasło do programu zarządzającego funduszami Watahy. Nikogo o tym nie poinformowałam i całkowicie wyleciało mi z głowy, że za kilka dni odbędzie się coroczne spotkanie budżetowe – wyjaśniam, ale najwyraźniej nikt niczego nie rozumie.

– Każda Wataha ustala roczny budżet na różne sprawy operacyjne. Zajmowałam się tym od czasu, gdy skończyłam piętnaście lat, a mój Ojciec przedstawiał te raporty jako swoje własne. Nigdy nie potrzebował dostępu do programu, więc nigdy nie potrzebował nowego hasła. Teraz jedynymi osobami, które mają dostęp do systemu, są Alfa Leon i jego Przeznaczona – tłumaczę.

Kapitan Jordan ma na twarzy absolutnie zszokowany wyraz, a rozglądając się dookoła, widzę, że nie on jeden.

– Twój Ojciec nie może poprosić Alfy Leona o hasło? – pyta Starszy Jensen.

– I przyznać przed Alfą, że nie wykonywał absolutnie żadnych obowiązków finansowych, którymi rzekomo się zajmował? – odpowiadam pytaniem.

Słyszę, jak niemal wszyscy wpadają w śmiech, zdając sobie sprawę, że dla Bety oznaczałoby to całkowitą utratę twarzy, a nikt nie chciałby stracić twarzy przed własnym Alfą.

– Poza tym mój Ojciec nigdy nie przyznałby się do winy. Niezależnie od dowodów świadczących przeciwko niemu – stwierdzam.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Odrzucona przez sierotę, przygarnięta przez bety | StoriesNook