languageJęzyk

Rozdział 4

Autor: Aeliana Thorne 3 kwi 2026

Perspektywa Daxtona

– Dzień dobry, Daxton – słyszę głos Carla, naszego przyszłego Alfy. Wątpię, by ten poranek był dobry, skoro stoi za moimi plecami. Szuka mnie tylko wtedy, gdy ktoś każe mu mnie przyprowadzić.

– Kto cię przysłał? – pytam, odwracając się do niego. Chcę spojrzeć mu w oczy, kiedy mi odpowie; to powie mi, czy ma świadomość, dlaczego tu jest.

– Moja Matka. Wydaje mi się, że ma to związek z zaproszeniem od Watahy Cienistej Doliny. Mówiąc między nami, myślę, że Tata może ci kazać tam pojechać – odpowiada Carl, a ja wiem, że mówi prawdę.

Mam czterdzieści siedem lat i wciąż nie odnalazłem swojej prawdziwej Więzi Przeznaczenia. Nigdy nie poznałem kobiety, z którą mój Likan poczułby więź. Czekałem dwadzieścia dziewięć lat na ten moment, ale do tej pory jej nie odnalazłem i już lata temu straciłem na to nadzieję.

Ludzie wokół mnie wciąż wierzą, że pewnego dnia ją spotkam; chcą, abym podróżował do innych Watah w jej poszukiwaniu. Robiłem to przez ponad dekadę z zerowym skutkiem i nie mam już ochoty przez to przechodzić.

– Przykro mi, Daxton. Mama oczekuje cię na lunchu w Domu Watahy, na piętrze Alfy – mówi Carl. Wiem, że jest mu przykro; całe nasze przyszłe przywództwo świetnie mnie rozumie.

Żaden z nich wciąż nie odnalazł swojej prawdziwej Więzi Przeznaczenia, a zmuszeni są brać udział w tylu wydarzeniach, na ile tylko Wataha dostaje zaproszenia.

Niechętnie idę za Carlem do Domu Watahy. Nie ma sensu strzelać do posłańca. Nie mam pojęcia, jak potoczy się ten lunch, ale coś mi mówi, że zanim dobiegnie końca, szczerze i dobitnie powiem wszystkim, co o tym myślę.

Z jadalni dobiegają gwarne rozmowy, a ja już słyszę głos mojej Matki wybijający się ponad inne.

– Jeśli nie znajdzie swojej Przeznaczonej podczas tej Ceremonii Alfy, będzie musiał wziąć Daniellę za swoją Wybraną Partnerkę – mówi Mama, a chociaż nie ma mnie jeszcze w pokoju, wiem, że Daniella ma na twarzy ten swój uśmieszek.

– Nigdy nie wezmę Danielli za Wybraną Partnerkę. Jeśli – i to wielkie JEŚLI – wezmę sobie Wybraną, sam zdecyduję, kto nią zostanie. Nie masz w tej kwestii nic do powiedzenia, Matko – mówię spokojnie, wiedząc, że to ją niesamowicie irytuje.

Nie tylko mój ton głosu, ale i to, że używam słowa „Matko” zamiast „Mamo”.

Nikt nie mówi ani słowa, kiedy siadam naprzeciwko mojej Matki i Danielli. Obie mają na twarzach zirytowany wyraz. Carl zajmuje miejsce obok Danielli, które było przeznaczone dla mnie.

– Co to za zaproszenie, o którym słyszałem, Luno? – pytam, chcąc upewnić się, że wszyscy wiedzą, iż doskonale rozumiem, dlaczego mnie tu wezwano.

– Wataha Cienistej Doliny będzie miała nowego Alfę za około siedem miesięcy. Zostaliśmy zaproszeni na ceremonię i poproszono nas o zabranie ze sobą kilku członków Watahy bez pary – odpowiada nasza Luna, a ja już wiem, że nie ma mowy, bym wymigał się od wyjazdu.

– Nie wiedziałem, że Nico zdążył już odnaleźć swoją więź. I z jakiej racji Alfa Leon uważa za mądre tak wczesne przekazywanie dowództwa? – zadaję pytanie, które prawdopodobnie krąży w głowie każdego z nas.

Wszyscy mieliśmy okazję poznać Nico na przestrzeni lat i nie sprawiał wrażenia osoby najbardziej kompetentnej do stanowiska Alfy. Nie wspominając już o tej kobiecie, która zawsze z nim była. Jeśli się nie mylę, ma na imię Lucy, ale nigdy nie dowiedzieliśmy się, jaka jest jej ranga ani kim są jej rodzice.

Ostatnim razem Nico był u nas około czterech miesięcy temu. Tego dnia wszyscy czuliśmy, że coś jest nie w porządku. Nigdy nie dowiedzieliśmy się, co dokładnie, ale facet był nerwowy przez całą wizytę i z podejrzliwością łypał na każdą kobietę w Watasze, dopóki nie mógł zobaczyć jej twarzy.

– Nikt z nas nie wiedział, że odnalazł swoją więź, dopóki nie przyszło zaproszenie. A co do tego, dlaczego Alfa Leon jest tak chętny do ustąpienia, każde przypuszczenie może okazać się trafne – odpowiada nasza Luna.

Zazwyczaj, gdy przyszły Alfa odnajduje swoją więź, jego rodzice ogłaszają to każdej Watasze, nie tylko tym sojuszniczym.

Fakt, że jego rodzice nie ogłosili tego natychmiast, może oznaczać tylko kilka rzeczy. Mógł zalać formę i zapłodnić kogoś, kto nie jest jego prawdziwą Przeznaczoną; mógł przyjąć Wybraną Partnerkę w ramach sojuszu; albo z jakiegokolwiek powodu zerwał więź ze swoją pierwotną Przeznaczoną.

– Może potowarzyszysz Daxtonowi na Ceremonii Alfy, Daniello? – pyta moja Matka, ale na szczęście nasza Luna błyskawicznie gasi ten pomysł.

– Przykro mi, ale wybraliśmy już samotnych członków. Daniella jest wciąż młoda i ma mnóstwo czasu, by odnaleźć swoją więź. Zabierzemy ze sobą członków Watahy, którzy na swoją więź czekają od co najmniej pięciu lat – odpowiada nasza Luna i widzę, że mówi prawdę.

– Zrobiliśmy to celowo, Daxton – mówi mi przez więź mentalną i po raz pierwszy jestem wdzięczny, że nasza Luna bywa od czasu do czasu tak przebiegła.

W przeciwieństwie do większości, nasza Luna nie boi się pyskować mojej Matce. Moja Matka wie, że większość wciąż uważa ją za samicę Beta tej Watahy, co pozwala jej uchodzić na sucho z wieloma zachowaniami, ale nawet moja Matka nie jest na tyle głupia, by otwarcie sprzeciwić się naszej Lunie.

Nasza Luna ma ostateczne słowo i nikt nie zamierza się z nią kłócić, nawet ja.

Moja Matka i Daniella nie wydają się zbytnio zadowolone z decyzji naszej Luny, ale mój brat bliźniak, Darius, ma na twarzy ten swój cholerny uśmieszek i w momencie, w którym otwiera usta, rozpętuje się piekło.

– Wydajesz się zdesperowana, żeby mieć ją za synową. Więc może to ja wezmę Daniellę za moją Wybraną Partnerkę? – mówi Darius z cynicznym uśmiechem na twarzy.

Ta, zostawcie to mojemu bratu bliźniakowi, on zawsze wie, jak wkurzyć naszą Matkę.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki