languageJęzyk

Rozdział 6

Autor: Aeliana Thorne 3 kwi 2026

Z perspektywy Dallas

Dobra, tego się nie spodziewałam. Nie sądzę, by ktokolwiek w naszym Oddziale to przewidział, a ja wciąż jestem trochę zbita z tropu.

Kapitan Jordan ogłosił przejście na emeryturę podczas ceremonii, która miała uczynić mnie pełnoprawnym członkiem Oddziału, ale okazało się, że po jego przemówieniu wszystko potoczyło się nieco inaczej.

Starszy Jensen mianował mnie nowym Kapitanem Oddziału i wszyscy zaczęli mi wiwatować, ale ja nie byłam w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. Jestem tu od niewiele ponad sześciu miesięcy, a teraz mam własny Oddział.

Wiem, że było kilku innych, którzy zostali Kapitanami w ciągu roku od przybycia, ale w tej chwili nie jestem pewna, czy to jest to, czego pragnę lub potrzebuję w moim życiu.

To znaczy, to ogromny zaszczyt, że wierzą, iż sobie z tym poradzę. Stanowisko to ma jednak również swoje wady – być może będę musiała złożyć wizytę w Stadzie Shadow Valley, a nie jestem pewna, czy jestem na to teraz gotowa.

– Kapitanie, Starszy Jensen chce cię widzieć. Czeka w twoim biurze – mówi Joshua, mój zastępca, a ja zastanawiam się, dlaczego Starszy Jensen nie skontaktował się ze mną mentalnie. – Masz podniesioną barierę, pani Kapitan.

Uśmiecham się do Joshuy, wychodząc z pokoju. Nie tylko przejęłam stanowisko Kapitana, ale dostałam również pokój Jordana, co oznacza mieszkanie po drugiej stronie najwyższego piętra. Joshua idzie za mną do mojego biura na pierwszym piętrze, a wszyscy, których mijamy, lekko skłaniają głowy na znak szacunku dla mojej nowej pozycji.

– Wolałabym, żeby tego nie robili, czuję się z tym niekomfortowo. Wciąż jestem tą samą osobą co wcześniej, a teraz ci sami ludzie, którzy jeszcze niedawno mnie ignorowali, nagle okazują mi szacunek – mówię do Joshuy, gdy kolejna kobieta lekko skłania przede mną głowę.

– Będzie jeszcze gorzej, zaczną z tobą rozmawiać – odpowiada żartobliwie, a Charna wręcz pęka ze śmiechu.

Cicho warczę na Joshuę, a on jest na tyle mądry, by nieco się ode mnie odsunąć. Jest jedną z niewielu osób w naszym Oddziale, która wie, co wygadywali o mnie członkowie innych Oddziałów – a każdy z nich sugerował, że byłam kochanką Jordana.

Dopiero gdy ktoś rzucił, że powinnam odejść i znaleźć własną, prawdziwą Więź z Przeznaczonym, straciłam cierpliwość oraz kontrolę nad Charną. Ten pieprzony idiota wciąż leży w ambulatorium, a kiedy w pełni wyzdrowieje, zostanie odesłany do domu.

Od tamtej pory nikt nie odważył się na podobną uwagę, ale posłano mi w zamian wystarczająco dużo morderczych spojrzeń i wolę, żeby tak właśnie zostało. Członkowie mojego Oddziału wiedzą, że dotarłam tu, gdzie jestem, dzięki ciężkiej pracy, którą w to włożyłam, i żaden z nich nie kwestionuje moich umiejętności do dowodzenia naszą jednostką.

– Starszy Jensenie, przepraszam za podniesioną barierę. Właśnie kończyłam naukę do ostatniego egzaminu i nie chciałam się rozpraszać – mówię, siadając za biurkiem.

– Nic nie szkodzi, wiedziałem, że się uczysz. Chciałem załatwić to osobiście i na osobności. Wiem, że to może być dla ciebie trudne, a może i wcale nie – mówi Starszy Jensen.

Joshua i ja patrzymy na siebie. Ten facet mówi zagadkami, a nie sądzę, żebym miała dzisiaj na to cierpliwość.

Starszy Jensen wyciąga w moją stronę kopertę, a po krótkim wahaniu odbieram ją z jego dłoni. Rozpoznaję godło Stada i moim pierwszym odruchem jest rzucenie nią z powrotem w Starszego, ale ciekawość bierze górę.

„Z dumą ogłaszamy Ceremonię Alfy dla naszego Syna, Nico, oraz Ceremonię Luny dla jego Przeznaczonej, Lucy.”

Nie zawracam sobie głowy czytaniem reszty tekstu, zamykam zaproszenie, po czym wkładam je z powrotem do koperty i oddaję Starszemu Jensenowi.

– Oboje wiemy, że Nico i Lucy nie łączy prawdziwa Więź, co stanowi problem dla Starszych, ale chcemy również wysłać jasny sygnał do każdego innego Stada w Królestwie. Zatem zaczekamy do samej Ceremonii, a ty dostąpisz zaszczytu poinformowania ich w tamtym momencie, że Ceremonia Alfy zostaje odwołana – mówi Starszy Jensen.

Joshua patrzy na mnie przez chwilę, po czym zdaje się rozumieć, dlaczego to właśnie mi przypada zaszczyt przerwania Ceremonii Alfy.

– Ile mamy czasu? – pytam Starszego Jensena; muszę przygotować się na to psychicznie.

– Masz ponad sześć miesięcy na przygotowania, znasz zasady odwoływania Ceremonii Alfy lub Luny. Upewnij się również, że zostanie wyznaczona data procesu dla Alfy Leona, na wypadek gdyby zechciał podważyć naszą decyzję przed Królem – odpowiada.

– W porządku, Joshua. Bierzmy się za ten cyrk. Chcę mieć wypełnione formularze anulowania. Alfa Leon o nie poprosi i zażąda procesu, by obalić ich własne prawo stadne – mówię, odprowadzając Starszego Jensena do drzwi.

Otwieram drzwi, by go wypuścić, i widzę mojego drugiego zastępcę, Jespera, czekającego na zewnątrz.

– Wejdź tu, Jesper. Mamy aż nadto do zrobienia i na szczęście mnóstwo czasu, by się z tym wyrobić. Potrzebuję jednak kilku odpowiedzi, a może ty będziesz w stanie mi w tym pomóc – mówię, gdy Jesper wchodzi do mojego biura.

Joshua podaje mu kopertę, a ja warczę cicho na sam widok widniejącego na niej godła Stada.

Przez kilka chwil w biurze panuje cisza, ale potem Jesper zaczyna pękać ze śmiechu.

– Niech zgadnę, to my mamy zepsuć im tę radosną potupajkę? – pyta i zaczyna śmiać się jeszcze głośniej. Wygląda na to, że ktoś tu bardzo cieszy się z roli psuja zabawy, a ja sama muszę wręcz zachichotać.

Postanawiam opowiedzieć im obu, dlaczego to mnie przypadł przywilej zajęcia się tym odwołaniem, na co obaj mężczyźni głośno warczą.

Jesper przeszedł przez podobną sytuację, a mentalne połączenie Joshuy zostało zerwane, zanim w ogóle pojawiła się szansa na nawiązanie więzi.

Dlaczego Nico wolał Lucy ode mnie, wciąż pozostaje tajemnicą, podczas gdy Jesper i Joshua dobrze wiedzą, dlaczego zostali odrzuceni. Żaden z nich nie miał wystarczająco wysokiej rangi w hierarchii, a obie kobiety pragnęły Alfy.

Cóż, powodzenia. Większość Alf to aroganccy, odpychający i nieuprzejmi faceci, którzy święcie wierzą, że są darem Bogini dla kobiet.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 6: Rozdział 6 - Odrzucona przez sierotę, przygarnięta przez bety | StoriesNook