– Weston, proszę, pomóż mi. Muszę zabrać Harveya stąd prosto do szpitala! – Głos Laury łamał się na każdej sylabie. Determinacja lśniła w jej oczach, krucha, lecz płonąca, jakby w końcu wybrała, który most spalić.
Im bardziej zaciekła była jej determinacja, tym wyżej podnosiła się fala zazdrości wewnątrz Westona, kotłując się, aż groziła utopieniem rozsądku.
– Czy dla tego człowieka nie ma niczego






