Zaśmiał się cicho pod nosem, a dźwięk ten był gorzki i pełen autoironii.
– Masz rację... po co się dręczę? Może robię to, bo za bardzo cię kocham.
Ta miłość zapuściła korzenie, gdy był jeszcze zbyt młody, by ją rozpoznać. Rozłąka tylko wbiła te korzenie głębiej, aż uczucie wykiełkowało, wspięło się w górę i w końcu wyrosło w nim niczym olbrzymi, niewzruszony dąb. Zanim zrozumiał, co się stało, był






