Nie miała czasu do stracenia; z każdą sekundą płomienie stawały się śmielsze.
Chwilę później grzmot wirników przetoczył się przez noc, gdy helikopter uniósł się, rzucając gorączkowe cienie na płonącą posiadłość, po czym przechylił się w stronę serca katastrofy.
Kłęby dymu wiły się ku górze, przetykane żarem. Detonacje trzaskały w mroku niczym artyleria, a każdy wybuch przesuwał temperaturę w stron






