W sierocińcu Dawn trzymała się na uboczu. Jej sobolowe włosy i atramentowoczarne oczy czyniły ją obcą w Kandrii. Każde przebywające tam dziecko było sierotą, lecz Dawn wciąż miała matkę – choć matka ta oddychała jedynie w ciszy maszyn.
Bez pieniędzy Megan żadna z nich nie przekroczyłaby bram sierocińca.
– Mamo, kiedy się obudzisz? – wyszeptała. – Tak bardzo za tobą tęsknię.
Pragnęła zobaczyć, jak






