W końcu Edmund miał już bystrą, zdrową córkę. Nie miał powodu, by przyjmować pod swój dach kolejną dziewczynkę, zwłaszcza taką, której matka była jak roślina. Dla Edmunda takie połączenie oznaczało kłopoty przez duże K.
– Oczywiście, że to prawda – odparł Edmund z beztroskim śmiechem. – To dziecko będzie kiedyś na wagę złota. Cały mój awans i majątek mogą zależeć właśnie od niej.
Polegać na sieroc






