– Tak – powiedziała Quinn z lekkim skinieniem głowy. – Choć nie dokonałam tego sama. Kilku lojalnych przyjaciół przyłączyło się i dopilnowało, by te małe ptaszki odpowiedziały dziś na moje wezwanie.
Usiadła obok Dawn, otaczając dziecko opiekuńczym ramieniem. Głosem niewiele głośniejszym od dobiegającego z zewnątrz szumu obiecała córce, że dopóki ona oddycha, żadna krzywda ich nie spotka.
Dawn wtul






