HUNTER
Obezwładnienie Kostasa poszło zbyt łatwo.
Jego siniaki już bladły, a skóra zrastała się pod kocem zarzuconym na ramiona. Ta dzika, nieokiełznana energia wciąż się go trzymała, pulsując pod skórą, a jego oczy nadal były zaczerwienione. Ale był spokojny. Może aż nazbyt spokojny.
Miał martwe spojrzenie i nie wrzeszczał, że nas zabije. Nie domagał się spotkania z Kitty. Nawet na mnie nie patrzy






