– Vale? – Głos Ezekiela brzmiał chrapliwie i sucho.
Otworzyłem oczy, patrząc na niego z góry. – Hej, mały Alfo. Wszystko w porządku?
Wtulił się mocniej w moją klatkę piersiową. – Ja… nigdy więcej nie chcę przez to przechodzić.
Chichocząc, pocałowałem go w czoło. – Cieszę się, że jesteś przytomny. Chodź, wyciągnijmy cię z tej wody. Musisz się napić.
Skinął głową, a ja wziąłem go na ręce. Ignorując






