Wstałam i spojrzałam na ciemniejące niebo, czas było wracać do domu.
Skoro Maggie była osłabiona i ranna, łatwo było ją związać.
– Puść mnie, ty nędzna wiedźmo! – krzyknęła.
Zaniosę ją do Murraya i Frederica. Oni zdecydują, co z nią zrobić.
– Ciana, stój! – zaniepokojony głos Warrena przestraszył mnie, gdy podbiegł do Maggie.
– Warren, muszę ją oddać. Starszyzna mojego stada sama się tym zajmie –






