Wake już stoi na nogach, całe ciało napięte jak struna.
Jego przeszywające spojrzenie wędruje w kierunku najbliższego okna, skanując horyzont, jakby spodziewał się, że w każdej chwili z morza wyłoni się sam Lewiatan. Jego reakcja sprawia, że serce zaczyna mi szybciej bić, więc podnoszę się, próbując uspokoić oddech. Już samo imię — Lewiatan — wywołuje we mnie pierwotny strach, a sądząc po wyrazie






